piątek, 10 października 2008
piątekpiątekpiątek
Nareszcie koniec tygodnia. Dzisiaj myślałam, że rano nie wstanę, całą siłą woli próbowałam podnieść nogę ale chyba do tego potrzebna jest noga. OK jak już wstałam to w Soko spotkanie z M. Odprowadził mnie do samiutkiej szkoły a nawet do samiutkiej szafki i pod schody. W szkole udało mi się zwiać z angola a potem znowu M i najpierw spacer a potem tam gdzie zawsze. Niestety o 16.20 musiałam do domu jechać a w autobusie inteligentnie gadałam z Tiszą, a i Archie był dzisiaj w szkole i siedział na wszystkich lekcjach i prawie żaden nauczyciel się nie kapnął i opieprzyłyśmy go z Olką że udaje że nas nie zna i że nawet nie wiemy co u niego słychać no i że Olce na esy nie odpisuje. Ale nie ważne. W domu cud!!! Mama odwaliła się ode mnie i od rana nie weszła do mojego pokoju a i nawet się odzywa, nieby nietak normalnie tylko półsłówkami, ale najważniejsze że odczepiła się od TV w moim pokoju.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz