środa, 8 października 2008
gównoć prawda....
Zrobiłam sobie dzisiaj wagary z niemca i okazało się że niepotrzebnie bo nie zaliczali tego cholernego kopciuszka, ale z drugiej strony dobrze bo nie będę musiała sama go pisać tylko wezmę od kogoś bo nam kazała się przygotować na za tydzień a nie na piątek. Potem miałam kartkówkę z WOSU i z matmy i stwierdzam że te baby zwariowały troszeczkę bo jak wszystkie siedziały na dupach to siedziały a jak im się zachciało kartkówek to wszystkim naraz. Po szkole spacer pod rolnik i spotkałam kamyka. Był na pogrzebie ojca Brzozy i pierwszy raz w życiu nie wyśmiał mnie tylko szedł poważny. Potem MMMMMMMMMMMMMMM i tak do 16.20 i znowu goniłam za autobusem bo 'my nie możemy się rozstać' w domu wędrówka po jajka, matma, angol, angol a raczej jeden angol bo do drugiego dopiero się zabieram i mam nadzieje że tym razem się zabiore bo wczoraj po notce odpuściłam sobie ten WOS.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz