No... Po maturze, mam z głowy te całe pojebane egzaminy. Nie poszło mi za super, ale w tej chwili liczy się już tylko to, że nareszcie mogę odetchnąć. Mam jeszcze egzamin z rysunku 12 czerwca. Już nie jeżdżę do modułu i w sumie się ciesze, bo miałam dość. Więc jak widać moje życie nie jest już takie jak dawno dawno temu, jak tu pisałam :)
Zaczynam dietę i to z całej pary, bo Maciek dał mi do zrozumienia, że jestem gruba. Ale sama w sumie to widzę. Zrobiłam sobie wczoraj dziurkę w uchu drugą. Cholernie to teraz boli, ale widocznie musi dopóki nie zarośnie. Mam nową manię, oglądam filmy, ale nie jakieś tam głupie komedie romantyczne, bo tego nie znoszę, tylko fantastykę i horrory. Problem jest tylko taki, że co ciekawsze już obejrzałam i powoli mi się to nudzi. Chyba jutro odwiedzę bibliotekę i 'Narrenturm' sobie wypożyczę, podchodziłam do tej książki 3 razy i zawsze kończyłam na 3 pierwszych rozdziałach, bo lektury trzeba.
W końcu ogarniam wizę i lecę. Najprawdopodobniej 15 lipca będę już koło oceanu spokojnego między miastem mgły a aniołów... No, mam wakacje to czas pisać trochę częściej, choć teraz pewnie nic ciekawego się nie będzie działo, no poza tym, że M ma furę i śmigamy kiedy chcemy, gdzie chcemy i o której chcemy. W życiu nie myślałam, że cztery koła mogą tak życie ułatwić. Już zaliczyłam jedną wizytę w Jbl, M zaliczył kilka wizyt u mnie i kilka razy byliśmy w plenerze. A niedługo (9. 06) miną dwa lata od kiedy jesteśmy razem. Póki co nie mamy jeszcze żadnych planów jak uczcić ten dzień, ale jak nie zapomnę, to napiszę co robiliśmy.