poniedziałek, 4 stycznia 2010

niachniachniachniach

Po świętach... Teraz ferie za miesiąc ( i studniówka yeah!) a potem jeszcze troszeczkę i MATURA, a wcześniej koniec roku. Trzcina ma jutro 19 urodziny i jest stara. A święta się niezle skończyły. W sobote bylo ładne przywitanie nowego roku i już pokazał jaki będzie.
Jechaliśmy do wwa z misiem. Najpierw nie przyjechał mu autobus i kminił jak dostac sie do soko. Jak się dostal już to nie miał czasu żeby iśc do babci swojej a miał jakąs sprawe więc ja latałam i 3 razy się wracałam bo jestem głucha i zle usłyszałam przez telefon. Kiedy już mielismy latanie za sobą i szliśmy 3 kroki do busa ( do którego było jeszcze 10 min. ) okazało się że nam zwiał i musieliśmy godzinę czekac na następny, więc poszliśmy do Macka babci. Następny zawiózł nas do wwa i jak zawsze w sobote poszlismy w kierunku sprytnej gosposi na Mackowego Mielonego z ziemniaczkami, a okazało się na miejscu, że zamknięte, to Kotek sie wkurwił i poszlismy na mazowiecką po takie różne do rysowania, ale było zamknięte i tym razem ja się wkurwiłam i poszliśmy na pizze, która była średnio smaczna i bez sosu. a potem na mega lody i do saturna cc empiku i modułu. Tam znowu mała spina i do wikinga, gdzie jak widac istnieją mielone i dzień się trochę zrehabilitował misiowi. Na szczęście do domu wróciliśmy bez przygód, oprócz tego ze pół drogi nam gdzieś uciekło i normalnie w chwile ta droga minęła.
Dzisiaj w szkole byłam niestety i jutro też niestety bede. A jutro jeszcze wbija amerykanka rodzinna z chłopakiem do wgw. i u ciotki będzie mieszkac. Szkoda że po polsku nie gadają i nikto oprócz mnie nie zna w rodzinie choc słowa po ang. i w taki sposob wkopałam się w pojechanie w środe żeby pokazac naszą cudowną nędzną stolicę ( i weź się człowieku ucz czegoś), niby potem będe mogła wybrac się do stanów, ale kto mi da na bilet?