Niestety, ale nie jest dobrze... Niby jestem student i się trochę usamodzielniłam, ale odkryłam też, że nienawidzę studentów, wykładowców i całej tej otoczki. W mieszkaniu się nie układa ( a dokładnie wszyscy po mnie cisną i wcale nie czuje się jak u siebie) a mama znowu nie lubi M, ale nie chce mi się już opisywać czemu i jak.
Ogólnie jak miałabym opisać swoje teraźniejsze życie, to składa sie ono ze spania, chodzenia na wykłady ( tymczasowo jeszcze stare bielany, bo ciocia w szpitalu) siedzenie samotnie i sprzątanie. Dodatkowo mam wrażenie, że z M nie jest tak jak powinno być, czyli w sumie wszystko nie jest tak jak powinno być.
Dzisiaj troche spróbuje się rozerwać. Zaprosiłam dziewczyny i wpadną o 20.00. Nie wiem w sumie czy dobrze zrobiłam, bo póki co Maciek mnie opieprzył i chce mi się płakać. Chyba już wiem jak się skończy ten dzień...
Muszę jeszcze przysiąść do angola, bo w sobotę mam a nic jeszcze nie zrobiłam. Mama ma dzisiaj imieniny, a w czwartek Piesie są. Zastanawiam się jak od tego uciec, bo nie znoszę słuchać co będzie jak mrs. Jan zostanie już tym wójtem (czyli co będzie nigdy).
Podsumowując: życie mi się sypie, psychika mi siada (i zdrowie też), nie mam już własnego życia, nie mam już nic. Tyle...
...
czwartek, 21 października 2010
wtorek, 7 września 2010
no ta
byłam w californi 6 miechów, ale to minęło jak chwila. Jestem w domu od wczoraj, a wydaje mi się jakbym stąd nie wyjezdżała, tylko mój pies ma objawy poważnego stęsknienia się za swoją ukochaną panią (tak, to ja).
Wczoraj M był z moim tatą na lotnisku po mnie i po ciotka, z którą pojechałam i no fajnie. Trochę się o tą ich wspólną podróż martwiłam, ale nie było źle.
Ale może lepiej napisze co tam w USA słychać, bo w końcu nie codziennie jeździ się na drugi koniec świata:
Ogólnie to dziwne miejsce. Wszyscy pt. 'I wanna be famous' i każdy niby taki odważny i wylansowany. Mają duże drogi, duże sklepy, duże domy, duże samochody i duże odległości, bo wszędzie daleko. Do tego trudno niektórym zrozumieć, że w Polsce nie ma cowboi i są frytki, i hamburgery. Ciesze się w sumie, że miałam okazje tam być i ciesze się, że już wróciłam. Teraz ostro spotkania z M, bo trzeba odrobić ten czas. Dzisiaj soko, jutro soko, w piątek koncert małpy i piha w siedlcach. (tak, jadę)
Wczoraj M był z moim tatą na lotnisku po mnie i po ciotka, z którą pojechałam i no fajnie. Trochę się o tą ich wspólną podróż martwiłam, ale nie było źle.
Ale może lepiej napisze co tam w USA słychać, bo w końcu nie codziennie jeździ się na drugi koniec świata:
Ogólnie to dziwne miejsce. Wszyscy pt. 'I wanna be famous' i każdy niby taki odważny i wylansowany. Mają duże drogi, duże sklepy, duże domy, duże samochody i duże odległości, bo wszędzie daleko. Do tego trudno niektórym zrozumieć, że w Polsce nie ma cowboi i są frytki, i hamburgery. Ciesze się w sumie, że miałam okazje tam być i ciesze się, że już wróciłam. Teraz ostro spotkania z M, bo trzeba odrobić ten czas. Dzisiaj soko, jutro soko, w piątek koncert małpy i piha w siedlcach. (tak, jadę)
niedziela, 23 maja 2010
w.a.k.a.c.j.e
No... Po maturze, mam z głowy te całe pojebane egzaminy. Nie poszło mi za super, ale w tej chwili liczy się już tylko to, że nareszcie mogę odetchnąć. Mam jeszcze egzamin z rysunku 12 czerwca. Już nie jeżdżę do modułu i w sumie się ciesze, bo miałam dość. Więc jak widać moje życie nie jest już takie jak dawno dawno temu, jak tu pisałam :)
Zaczynam dietę i to z całej pary, bo Maciek dał mi do zrozumienia, że jestem gruba. Ale sama w sumie to widzę. Zrobiłam sobie wczoraj dziurkę w uchu drugą. Cholernie to teraz boli, ale widocznie musi dopóki nie zarośnie. Mam nową manię, oglądam filmy, ale nie jakieś tam głupie komedie romantyczne, bo tego nie znoszę, tylko fantastykę i horrory. Problem jest tylko taki, że co ciekawsze już obejrzałam i powoli mi się to nudzi. Chyba jutro odwiedzę bibliotekę i 'Narrenturm' sobie wypożyczę, podchodziłam do tej książki 3 razy i zawsze kończyłam na 3 pierwszych rozdziałach, bo lektury trzeba.
W końcu ogarniam wizę i lecę. Najprawdopodobniej 15 lipca będę już koło oceanu spokojnego między miastem mgły a aniołów... No, mam wakacje to czas pisać trochę częściej, choć teraz pewnie nic ciekawego się nie będzie działo, no poza tym, że M ma furę i śmigamy kiedy chcemy, gdzie chcemy i o której chcemy. W życiu nie myślałam, że cztery koła mogą tak życie ułatwić. Już zaliczyłam jedną wizytę w Jbl, M zaliczył kilka wizyt u mnie i kilka razy byliśmy w plenerze. A niedługo (9. 06) miną dwa lata od kiedy jesteśmy razem. Póki co nie mamy jeszcze żadnych planów jak uczcić ten dzień, ale jak nie zapomnę, to napiszę co robiliśmy.
Zaczynam dietę i to z całej pary, bo Maciek dał mi do zrozumienia, że jestem gruba. Ale sama w sumie to widzę. Zrobiłam sobie wczoraj dziurkę w uchu drugą. Cholernie to teraz boli, ale widocznie musi dopóki nie zarośnie. Mam nową manię, oglądam filmy, ale nie jakieś tam głupie komedie romantyczne, bo tego nie znoszę, tylko fantastykę i horrory. Problem jest tylko taki, że co ciekawsze już obejrzałam i powoli mi się to nudzi. Chyba jutro odwiedzę bibliotekę i 'Narrenturm' sobie wypożyczę, podchodziłam do tej książki 3 razy i zawsze kończyłam na 3 pierwszych rozdziałach, bo lektury trzeba.
W końcu ogarniam wizę i lecę. Najprawdopodobniej 15 lipca będę już koło oceanu spokojnego między miastem mgły a aniołów... No, mam wakacje to czas pisać trochę częściej, choć teraz pewnie nic ciekawego się nie będzie działo, no poza tym, że M ma furę i śmigamy kiedy chcemy, gdzie chcemy i o której chcemy. W życiu nie myślałam, że cztery koła mogą tak życie ułatwić. Już zaliczyłam jedną wizytę w Jbl, M zaliczył kilka wizyt u mnie i kilka razy byliśmy w plenerze. A niedługo (9. 06) miną dwa lata od kiedy jesteśmy razem. Póki co nie mamy jeszcze żadnych planów jak uczcić ten dzień, ale jak nie zapomnę, to napiszę co robiliśmy.
niedziela, 4 kwietnia 2010
:***************
O.K. powiem to, jest fajnie (wiem, że nie powinnam tego mówić, bo zwykle po takim stwierdzeniu coś się chrzani).
M. zdał prawko, ja zaczęłam dietę antystresowoprzedmaturalną, lecę do USA, słucham sobie "empire state of mind" i telepie się po mega kawie, którą wypiłam jakiś czas temu.
co do tego wyjazdu mojego to sporo rzeczy się wyjaśniło, a mianowicie to, że lecę na 100% i chyba sama, bo ciotka co się oferowała, że się ze mną zabierze spodziewa się choroby (mam nadzieje, że tylko spodziewa), a w ogóle to ja pisałam tu coś na temat tego mojego wyjazdu??
W środę muszę iść ogarnąć zdjęcia do paszportu, a potem wyrwać mojego misia do Siedlec któregoś dnia w celu złożenia wniosku o paszport, bo ja się sama w Siedlcach nie ogarnę, przykro mi.
poza tym to nic nowego, nadal jestem gruba, beznadziejnie głupia, nadal kocham mojego misia i nadal utrzymuje się w przekonaniu, że nie zdam matury :*
M. zdał prawko, ja zaczęłam dietę antystresowoprzedmaturalną, lecę do USA, słucham sobie "empire state of mind" i telepie się po mega kawie, którą wypiłam jakiś czas temu.
co do tego wyjazdu mojego to sporo rzeczy się wyjaśniło, a mianowicie to, że lecę na 100% i chyba sama, bo ciotka co się oferowała, że się ze mną zabierze spodziewa się choroby (mam nadzieje, że tylko spodziewa), a w ogóle to ja pisałam tu coś na temat tego mojego wyjazdu??
W środę muszę iść ogarnąć zdjęcia do paszportu, a potem wyrwać mojego misia do Siedlec któregoś dnia w celu złożenia wniosku o paszport, bo ja się sama w Siedlcach nie ogarnę, przykro mi.
poza tym to nic nowego, nadal jestem gruba, beznadziejnie głupia, nadal kocham mojego misia i nadal utrzymuje się w przekonaniu, że nie zdam matury :*
środa, 3 lutego 2010
wolne
OK. Była studniówka, są ferie i zostały mi 3 miechy łażenie do tego obozu pracy na Sadowej. Kot tymczasowo bawi się w miejszośc narodową na wyspach, a ja czekam na niego z utęsknieniem. Obiecałam sobie, że te ferie poświęce na maturę ustną, a póki co mam 3 wersy z bibliografii, ale grunt, że zaczęłam. (w sumie to dzisiaj mam 3 dzień tych pieprzonych ferii, to może się z tym jednak uporam). Dzisiaj jade z dziewczynami na parapetówkę do Agaty, ciekawe jak tam dojedziemy, bo ona mieszka na totalnym zadupiu, a wieje ostro.
Nie chce mi się pisac jak było na studniówce, bo było nijak. Przemilczę, ale może fotkę zamieszcze (żeby się sukienką pochwalic). Poza tym zaraz zmienie wystrój bloga, bo ten już mi się znudził.
Nie chce mi się pisac jak było na studniówce, bo było nijak. Przemilczę, ale może fotkę zamieszcze (żeby się sukienką pochwalic). Poza tym zaraz zmienie wystrój bloga, bo ten już mi się znudził.
poniedziałek, 4 stycznia 2010
niachniachniachniach
Po świętach... Teraz ferie za miesiąc ( i studniówka yeah!) a potem jeszcze troszeczkę i MATURA, a wcześniej koniec roku. Trzcina ma jutro 19 urodziny i jest stara. A święta się niezle skończyły. W sobote bylo ładne przywitanie nowego roku i już pokazał jaki będzie.
Jechaliśmy do wwa z misiem. Najpierw nie przyjechał mu autobus i kminił jak dostac sie do soko. Jak się dostal już to nie miał czasu żeby iśc do babci swojej a miał jakąs sprawe więc ja latałam i 3 razy się wracałam bo jestem głucha i zle usłyszałam przez telefon. Kiedy już mielismy latanie za sobą i szliśmy 3 kroki do busa ( do którego było jeszcze 10 min. ) okazało się że nam zwiał i musieliśmy godzinę czekac na następny, więc poszliśmy do Macka babci. Następny zawiózł nas do wwa i jak zawsze w sobote poszlismy w kierunku sprytnej gosposi na Mackowego Mielonego z ziemniaczkami, a okazało się na miejscu, że zamknięte, to Kotek sie wkurwił i poszlismy na mazowiecką po takie różne do rysowania, ale było zamknięte i tym razem ja się wkurwiłam i poszliśmy na pizze, która była średnio smaczna i bez sosu. a potem na mega lody i do saturna cc empiku i modułu. Tam znowu mała spina i do wikinga, gdzie jak widac istnieją mielone i dzień się trochę zrehabilitował misiowi. Na szczęście do domu wróciliśmy bez przygód, oprócz tego ze pół drogi nam gdzieś uciekło i normalnie w chwile ta droga minęła.
Dzisiaj w szkole byłam niestety i jutro też niestety bede. A jutro jeszcze wbija amerykanka rodzinna z chłopakiem do wgw. i u ciotki będzie mieszkac. Szkoda że po polsku nie gadają i nikto oprócz mnie nie zna w rodzinie choc słowa po ang. i w taki sposob wkopałam się w pojechanie w środe żeby pokazac naszą cudowną nędzną stolicę ( i weź się człowieku ucz czegoś), niby potem będe mogła wybrac się do stanów, ale kto mi da na bilet?
Jechaliśmy do wwa z misiem. Najpierw nie przyjechał mu autobus i kminił jak dostac sie do soko. Jak się dostal już to nie miał czasu żeby iśc do babci swojej a miał jakąs sprawe więc ja latałam i 3 razy się wracałam bo jestem głucha i zle usłyszałam przez telefon. Kiedy już mielismy latanie za sobą i szliśmy 3 kroki do busa ( do którego było jeszcze 10 min. ) okazało się że nam zwiał i musieliśmy godzinę czekac na następny, więc poszliśmy do Macka babci. Następny zawiózł nas do wwa i jak zawsze w sobote poszlismy w kierunku sprytnej gosposi na Mackowego Mielonego z ziemniaczkami, a okazało się na miejscu, że zamknięte, to Kotek sie wkurwił i poszlismy na mazowiecką po takie różne do rysowania, ale było zamknięte i tym razem ja się wkurwiłam i poszliśmy na pizze, która była średnio smaczna i bez sosu. a potem na mega lody i do saturna cc empiku i modułu. Tam znowu mała spina i do wikinga, gdzie jak widac istnieją mielone i dzień się trochę zrehabilitował misiowi. Na szczęście do domu wróciliśmy bez przygód, oprócz tego ze pół drogi nam gdzieś uciekło i normalnie w chwile ta droga minęła.
Dzisiaj w szkole byłam niestety i jutro też niestety bede. A jutro jeszcze wbija amerykanka rodzinna z chłopakiem do wgw. i u ciotki będzie mieszkac. Szkoda że po polsku nie gadają i nikto oprócz mnie nie zna w rodzinie choc słowa po ang. i w taki sposob wkopałam się w pojechanie w środe żeby pokazac naszą cudowną nędzną stolicę ( i weź się człowieku ucz czegoś), niby potem będe mogła wybrac się do stanów, ale kto mi da na bilet?
czwartek, 31 grudnia 2009
sylwester
Wszyscy balują, bawią się, a ja? Ja proszę państwa siedze w domu i wyje. Maciek siedzi u Amsa, dziewczyny w Buczynie, a ja przed kompem i to wcale nie z własnej woli. Nie chciałam byc nie fair wobec Macka i pojechac gdzies bez niego, a tam gdzie on jest pewnie by mnie nie puścili, a poza tym i tak nie byłam zaproszona... No i tak wyszło, że właśnie trwa najgorszy wieczór w tym roku i zapewniam, że gorszy sie nie trafi.
Maciek dzwonił, ale nie byłam w stanie z nim gadac, a nie chciałam popsuc mu wieczoru. Udałam, że trace zasięg i rozłączyłam się, potem się ogarnęłam i chwile z nim pogadałam. Obiecuje, że w 2010 roku nie będe tu siedziec w taki wieczór jak ten i nie będe się czuc jak ktos, to się nie liczy. Nara
Maciek dzwonił, ale nie byłam w stanie z nim gadac, a nie chciałam popsuc mu wieczoru. Udałam, że trace zasięg i rozłączyłam się, potem się ogarnęłam i chwile z nim pogadałam. Obiecuje, że w 2010 roku nie będe tu siedziec w taki wieczór jak ten i nie będe się czuc jak ktos, to się nie liczy. Nara
Subskrybuj:
Posty (Atom)