O.K. powiem to, jest fajnie (wiem, że nie powinnam tego mówić, bo zwykle po takim stwierdzeniu coś się chrzani).
M. zdał prawko, ja zaczęłam dietę antystresowoprzedmaturalną, lecę do USA, słucham sobie "empire state of mind" i telepie się po mega kawie, którą wypiłam jakiś czas temu.
co do tego wyjazdu mojego to sporo rzeczy się wyjaśniło, a mianowicie to, że lecę na 100% i chyba sama, bo ciotka co się oferowała, że się ze mną zabierze spodziewa się choroby (mam nadzieje, że tylko spodziewa), a w ogóle to ja pisałam tu coś na temat tego mojego wyjazdu??
W środę muszę iść ogarnąć zdjęcia do paszportu, a potem wyrwać mojego misia do Siedlec któregoś dnia w celu złożenia wniosku o paszport, bo ja się sama w Siedlcach nie ogarnę, przykro mi.
poza tym to nic nowego, nadal jestem gruba, beznadziejnie głupia, nadal kocham mojego misia i nadal utrzymuje się w przekonaniu, że nie zdam matury :*