byłam w californi 6 miechów, ale to minęło jak chwila. Jestem w domu od wczoraj, a wydaje mi się jakbym stąd nie wyjezdżała, tylko mój pies ma objawy poważnego stęsknienia się za swoją ukochaną panią (tak, to ja).
Wczoraj M był z moim tatą na lotnisku po mnie i po ciotka, z którą pojechałam i no fajnie. Trochę się o tą ich wspólną podróż martwiłam, ale nie było źle.
Ale może lepiej napisze co tam w USA słychać, bo w końcu nie codziennie jeździ się na drugi koniec świata:
Ogólnie to dziwne miejsce. Wszyscy pt. 'I wanna be famous' i każdy niby taki odważny i wylansowany. Mają duże drogi, duże sklepy, duże domy, duże samochody i duże odległości, bo wszędzie daleko. Do tego trudno niektórym zrozumieć, że w Polsce nie ma cowboi i są frytki, i hamburgery. Ciesze się w sumie, że miałam okazje tam być i ciesze się, że już wróciłam. Teraz ostro spotkania z M, bo trzeba odrobić ten czas. Dzisiaj soko, jutro soko, w piątek koncert małpy i piha w siedlcach. (tak, jadę)