środa, 4 listopada 2009

ta, życie...

Brrrr, zmęczona trochę jestem, masakra jakaś totalna ostatnio jest. Za bardzo się wszystkim przejmuje i to mnie zjada, a dodatkowo wszystko się jakoś kumuluje i albo nic nie robie, tylko się opieprzam, albo zapierdzielam jak dziki osioł.
W sobote nie byliśmy w wwa, bo jakieś tam święto trupów, i miałam angola, a wieczorem oświeciło mnie, żeby rekrutacje na politechnice sprawdzic i aż mi się płakac zachciało. Dowiedziałam się, że podstawowy angol nie dokońca mi powinien pasowac i teraz kurde kolejne wkuwanko się szykuje. Zapisałam się dzisiaj na dodatkowe lekcje i musze się pomęczyc (nie znosze języków obcych. Przy dyslekcji nie istnieje słowo, które napisałabym bezbłędnie).
We wtorek miałam próbną mature z matmy i to łatwe powinno byc, ale ciekawa jestem jak z rozszeżoną. Już mnie nastraszyli że ultra trudna i do nie zdania w ogóle, więc jak widac nic tylko za łeb i się powiesic :/ Jak przez to przebrnę to zajaram i przefarbuje się na marchewkowo rudo, obiecuje.
Zapomniałam jeszcze o rysunku, który mi kompletnie nie idzie. Nie tego oczekiwałam. Chyba za wysoko postawiłam poprzeczke. Dodatkowo zaczęłam się ostatnio zastanawiac nad egzaminem z rysunku, że niby jak to, ja, taka biedna w nerwach mam usiąsc na 180 minut i cokolwiek nartysowac trzęsącymi się rękoma????!!!! Jak widac o architekturze jakiejkolwiek moge sobie pomarzyc. Chce niby składac też na architekture krajobrazu na sggw, ale to jest absurd kompletny, bo ja nienawidze kwiatów. To co ja, będe ludziom trawniki i beton projektowac? No ale w sumie wole to niż stac z niwelatorem na środku pola i odmrażac sobie uszy w zimie.
Ale kurde, znowu gadam tylko o tym co będzie i się przejmuje za wczasu. Przydalby się ktos, kto by mi ostro przygrzmocil w łeb, żebym skończyła z tymi problemami z dupy.
No a poza tym jest zajebiście, amen