Niestety, ale nie jest dobrze... Niby jestem student i się trochę usamodzielniłam, ale odkryłam też, że nienawidzę studentów, wykładowców i całej tej otoczki. W mieszkaniu się nie układa ( a dokładnie wszyscy po mnie cisną i wcale nie czuje się jak u siebie) a mama znowu nie lubi M, ale nie chce mi się już opisywać czemu i jak.
Ogólnie jak miałabym opisać swoje teraźniejsze życie, to składa sie ono ze spania, chodzenia na wykłady ( tymczasowo jeszcze stare bielany, bo ciocia w szpitalu) siedzenie samotnie i sprzątanie. Dodatkowo mam wrażenie, że z M nie jest tak jak powinno być, czyli w sumie wszystko nie jest tak jak powinno być.
Dzisiaj troche spróbuje się rozerwać. Zaprosiłam dziewczyny i wpadną o 20.00. Nie wiem w sumie czy dobrze zrobiłam, bo póki co Maciek mnie opieprzył i chce mi się płakać. Chyba już wiem jak się skończy ten dzień...
Muszę jeszcze przysiąść do angola, bo w sobotę mam a nic jeszcze nie zrobiłam. Mama ma dzisiaj imieniny, a w czwartek Piesie są. Zastanawiam się jak od tego uciec, bo nie znoszę słuchać co będzie jak mrs. Jan zostanie już tym wójtem (czyli co będzie nigdy).
Podsumowując: życie mi się sypie, psychika mi siada (i zdrowie też), nie mam już własnego życia, nie mam już nic. Tyle...