środa, 12 listopada 2008
łykłykłykłyk.....end
Skończył się długi weekend i znowu do szkoły. Przez Całe 4 dni nie miałam netu bo ruter się pogniewał i wypiął na mnie kulturalnie swój tłusty plastikowy zadek. Rodzice musieli zawieśc go do super pana z telefonów, który zaoferował, że będzie mnie inwigilował i odłączał net na zawołanie (!!!) Byłam u Olki na urodzinkach. Kupiłyśmy jej rajstopy i gazdzika, żeby było oryginalnie i jeszcze upiekłyśmy tort ale nie umiałyśmy zapalic świeczek :/ a i jeszcze super gacie: reformy od kolan po pachy. Dzisiaj rano myślałam że nie wstane do tej zasranej szkoły, a na pierwszej lekcji jeszcze kartkówka z niemca, na którą nic nie umiałam i zle widze rezultaty. Będe mogła poczuc się jak mężczyzna, bo na bank dostane pałe. Po szkole pokręciłam się trochę z moim skarbem i do domu. Wkurzyłam się bo nie umiem zrobic matmy co godzi w moją dumę a do tego tak mnie boli głowa i oczy, że same mi łzy kapią i mam tak zły chumor, że już dawno tak nie miałam. Więc drodzy państwo możecie mi pogratulowac udanego kurwa dnia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz