Idą święta podobno, a ja jakoś tego nie czuje. Powinnam sprzątac piec gotowac itd itp a tu chodzę do szkoły jeszcze choc mam rekolekcje, a na prace w domu nie mam czasu, siły i chęci. Jutro mam jeszcze 2 klasówki kurde i nie mam jakoś ochoty nauczyc się na nie. Szczerze to ostatnio jestem mocno zmęczona. Jak dla mnie za szybkie obroty, bo w sobote wwa, w niedziele nadrabiam sobotnie zaległości (lekcje, odpoczynek, wizyta u babci), a od poniedziałku szkoła, M (i tu troche odpoczynku) nauka i spac. Dobija mnie już to. Do tego żeby było ciekawiej zawiodłam się ostatnio na paru ważnych dla mnie osobach, ale nie potrafie im tego powiedziec i przez to rzygac mi się chce jak piszą do mnie na gg zaczynając zawsze tak samo 'sowciu zrobisz coś dla mnie'. nie no spoko nie ma to jak jakaś godnośc (mówie to o nich i niestety o sobie,bo nie umiem powiedziec 'spieprzaj'). Na szczęscie ci najważniejsi są przy mnie i moge na nich liczyc. No, a poza tym w wielki czwartek będzie już 10 miechów z moim skarbem (niedługo roczek)! a, jeszcze zapomniałam dodac że do powodów mojego zmęczenia dochodzą jeszcze jakieś durne sny w nocy. Jak nie jestem w ciąży to mnie ktoś okrada! powalone.
noo to pouczone proszę państwa. Idę chyba pod prysznic i potem spac (pomijając randkę z Dostojewskim). Żegnam pewnie na jakiś miesiąc :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz