Ta, podobno mam 18 lat i co z tego w sumie, jak wszystko dookoła jest beznadziejne. Niby normalnie, a jednak nie jest mi najlepiej, jakieś dziwne wahania nastrojów mam i rozpięciowienie jaźni.
w piątek przyjechała ciotka z Mszany i obchodzili moją 18 az do dzisiaj rana, choc moje uczestnictwo w tym przedsięwzięciu było znikome, bo ja oddawałam się szałowi zakupów w arkadii, a potem ślęczałam nad brystolem bite cztery godziny. W niedziele nawet ta biba była w większym gronie, dzięki czemu uzyskałam niezłą sumke w książce (ups, chyba własnie zdradziłam położenie mojego tajnego sejfu). Szczerze to te urodziny to była prawdziwa masakra. Nienawidze takich zlotów rodzinnych, nawet nie wiedziałam, że taki ze mnie mruk. Dzisiaj znowu pobódka bo szkola i trzeba było poruszac się na palcach, bo ciotka z Józkiem spali jeszcze. Jak wstali znowu to miałam 15 minut do autobusu i jeszcze rozstawiałam talerze do śniadania. Z tego wszystkiego zapomniałam o jakiejś szamie do szkoly i 8 godzin skręcało mnie z głodu (no może troche przesadzam, bo tak całkiem od rana głodna nie byłam, ale i tak ciężko). Do tego zwątpiłam w moją mature z matmy. Jestem tępa jak nie wiem co. Trygonometria to dla mnie ciemna magia i chyba najlepiej będzie jak zrezygnuje z matury i studiów i kupie sobie pampersa, żeby mi się siusiu nie chciało podczas pracy w biedronce.
Musze sobie kupic jakies buty w końcu. Oglądałam już milion par najaczy, ale jakoś nie mam pomysłu na siebie (jak we wszystkim od pewnego czasu). Musze zacząc poważnie myslec o stódniówce, bo już dzisiaj zaczął się temat i pewnie pod koniec tygodnia będzie podana dokładna data. No i tu pojawia się problem sukienki, butów, fryzury i jeszcze kilkuset takich dupereli. Sama myśl o tym mnie przeraża, tym bardziej, że na obecną chwile najchętniej odpusciłabym tą impreze całkowicie, ale i tak uznali mnie za dziwadło już chyba, że nie poszłam na prawko i nie chce poloneza tańczyc. Nie chce im dawac więcej pretekstów do takiego poglądu, nawet jak jestem tym cholernym dziwadłem.
Musze się jeszcze pochwalic tym, że kolejny dzień przebimbałam i jedyne co mi po nim pozostało to skaleczenie na kciuku, ale przecież Ola nie jedzie do warszawy, bo muszi się uczy, bo Ola ma mature i 3 klasówki z matmy w tym miesiącu i klasówke z miliona rzeczy z gegry i wielkiego lenia w dupie, który przewyższa wszystko (to jest też wytłumaczeniem czemu mam taką wielką dupe) no i w tym momencie zbliżamy się do jakże ważnego zdania w moim życiu, które powtażam conajmniej pięcdziesiąt razy dziennie: "JESTEM GRUBA"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz