Jest środa, ostatnia środa w te wakacje. Kurde jak to cholernie szybko minęło. Miałam zamiar w te wakacje czytac, rysowac i odpoczywac, a żaden punkt z mojego planu nie został wykonany. Zaczełam czytac 'chłopów', ale nawet do połowy nie doszłam, skończyłam dzisiaj jeden rysunek, ale mi się troszke nie podoba, a o odpoczynku to już nic nie mówie.
Byłam u ciotki na śląsku i zabralismy się z tamtąd do niemiec, do wujka. Nie podobało mi się tam jak cholera, bo musiałam siedziec z idiotyczną siostrą cioteczną, ale ciesze się, że tam pojechałam, bo przynajmniej spędziłam kilkadziesiąt godzin w samochodzie, zamiast nudzic sie po kątach u starej ciotki w domu.
Potem byłam troche w moim pokoiku, przed moim komputerkiem... albo z moim misiem w soko, a i jeszcze z mr. Noidem jeden dzień (ale tak jakby mnie nie było, bo byłam zła jak osa i troche mało rzeczy do mnie docierało wtedy). No i w sobote pojechałam do lublina na 15 rocznice ślubu ciotki.. a i w między czasie spv kupiłam, ale dostałam dopiero po powrocie i to jeszcze z zepsutą baterią i teraz czekam az mi bateria przyjdzie pocztą. No ale co do tego lublina to nie było tak zle jak się spodziewałam. Wróciłam w niedziele. W poniedziałek odprowadziłam Macka do autobusu i sobie pojechał, a ja spotkałam się z dziewczynami. Dowiedziałam się tyle przykrych rzeczy, że teraz mi głupio wobec niektórych, i ogólnie przepłakana noc, ale warto było. No i teraz co... siedze i mysle tylko o tym że mi się tęskni do M, albo o tym, że we wtorek szkoła, albo o tym, że mi bateria do spv nie przychodzi.
1 komentarz:
Nie?
Prześlij komentarz