niedziela, 24 maja 2009

bez tytułu 13

nie pisałam dawno, bo znowu mi się nie chciało i w sumie dzisiaj też mi się nie chce. Nie mam co robic w sumie i tylko dlatego tu pisze, tzn mam co robic, bo od 4 godzin siedze nad historią i zaczynam nią rzygac, a w sumie dopiero zaczynam. Wczoraj była sobota i wwa była i była arkadia i były męskie spodnie i takie tam. A dzisiaj jest niedziela i jest #dziengowno. A tak w ogóle to już przwie koniec roku. O siebie się nie martwie, a mimo to zmartwień mam nie mało, ale ostatie podrygi i wszystko będzie jasne. Z M prawie codziennie się kłucimy, godzimy, potem znowu kłucimy. Bywa. W czwartek i piątek jestem w okunince (niestety), troche bardzo nie chce mi się tam jechac. Już sobie to wyobrażam. Całą noc słuchac inteligętnych opowiesci w głośnym wydaniu, ale musiałam się zapisac niestety. Po pietnastym znowu czereśnie i miliny w kieszeni, a podobno ma byc 8 za godz a nie 7. Nie mam nic przeciwko, bo wyliczyłam że różnica w zarobku wyniesie jakies 300PLN. OK. to tyle